sobota, 28 maja 2016

Chiński mur ukruszony. Francuzi zwyciężają w pierwszym meczu w Tokio

Mecz otwierające turnieje należą do jednych z najtrudniejszych. Wydawało się, że Team Yavbou nie powinien mieć żadnych kłopotów z pokonaniem niżej klasyfikowanych Chińczyków. Tymczasem siatkarze trenera Zhanga świetnie spisywali się w bloku i niewiele brakowało, a ugraliby przynajmniej jeden punkt w starciu z Francją. Dzisiejszy triumf Les Bleus zawdzięczają głównie Kévinowi Tillie, który był najpewniejszym punktem drużyny.

fot. fivb.org


Chińczycy, podobnie jak inne drużyny z Dalekiego Wschodu, to dość niewygodny rywal. Dlaczego? Ano dlatego, że zasady ich gry w siatkówkę można zawrzeć w trzech punktach (dzięki Cam!):
  1. Głośno krzyczeć przy każdym ruchu;
  2. Biegać w kółko bez sensu;
  3. Krzyczeć jeszcze głośniej.
Nic dziwnego, że gdy przychodzi grać mecz z takim przeciwnikiem, to europejskie (i amerykańskie) ekipy mają niezłego mindfucka ;)

A teraz troszeczkę na serio.

Ostatni raz obie ekipy spotkały się tak dawno, że najstarsi górale nie pamiętają  w 2010 roku podczas Mistrzostw Świata. Wówczas Francja pokonała Chiny 3:0 (25:17, 25:20, 25:19). W tamtym meczu zagrali m.in. Antonin Rouzier, Benjamin Toniutti, Earvin Ngapeth, Nicolas Maréchal, Kévin Le Roux i Pierre Pujol - czyli niemal połowa obecnego Teamu Yavbou ;)

fot. fivb.org

O ile pierwszy set wyglądał dobrze w wykonaniu Les Bleus, o tyle trzy kolejne pozostawiają wiele do życzenia. Francuzi byli szczególnie nieskuteczni w bloku. Przez cały mecz zdobyli tym elementem gry 8 pkt (przy czym pięć z nich w pierwszym secie, wygranym 25:13). Chińczycy wypadli w bloku o wiele lepiej (14 pkt, ale również sporo wybloków). 

Team Yavbou popełniał sporo błędów w polu zagrywki i momentami, gdy patrzyłam na ten mecz, to aż mnie bolało w środku. Łącznie podopieczni Laurenta Tillie popsuli aż 15 zagrywek, a łącznie oddali im 23 pkt po błędach własnych. Sporo.

Francuzi statystycznie wypadli o wiele lepiej w przyjęciu od rywali (56% - 37%) i w ataku (59% - 50%). Gwoli ścisłości dodam jeszcze, że najwięcej punktów dla Les Bleus zdobył Antonin Rouzier (22). Moim zdaniem to nie on był najlepiej grającym zawodnikiem w dzisiejszym meczu. Moim osobistym MVP byłby zdecydowanie Kévin Tillie, który - tak, jak wspomniałam na samym początku - popełniał najmniej błędów w ataku, dobrze przyjmował (54% wg statystyk FIVB), a do tego posłał jeszcze asa serwisowego i dołożył punktowy blok. Moim zdaniem trochę poniżej swoich możliwości zagrał dziś Earvin Ngapeth. Okej - rzut oka na cyferki i można byłoby powiedzieć, że przecież 15 pkt przy 62% w ataku to bardzo dobry wynik. Tak, ale Earvin wielokrotnie musiał mierzyć się z chińskim blokiem. I w tym momencie nasuwa się pytanie: Chiny tak dobrze odczytywały zamiary Ngapetha czy Toniutti miał słabszy dzień? ;) 

Oczywiście, Earvin byłby sobą, gdyby nie popisał się swoim firmowym hakiem:



A poniżej relacja (prawie że) punkt po punkcie.

Earvin Ngapeth rozpoczął mecz od udanego pipe’a. Kolejny znakomity atak Ngapetha i blok Le Roux i Rouziera sprawiły, że Francja prowadziła 1:3. Punktowym blokiem popisał się Kévin Le Roux. Niestety, Kévin Tillie nie wykorzystał bardzo dobrej obrony Ngapetha i z drugiej piłki zaatakował w aut (3:4). Rao dobrze uderzył z krótkiej. Chwilę później dwa punkty z rzędu (w tym jeden zagrywką) zdobył Tillie i na pierwszej przerwie technicznej Team Yavbou prowadził 4:8. Po powrocie na boisko sprytnie zaatakował Ngapeth. Chen odpowiedział udaną krótką, ale Chińczycy popełniali sporo błędów, co znacznie ułatwiało grę Francuzom (5:12). Earvin Ngapeth nie miał problemu ze skończeniem ataku, podobnie jak Antonin Rouzier. Potężna przesunięta krótka Kévina Le Roux i kolejny doskonały atak Rouziera sprawiły, że na drugiej przerwie technicznej Team Yavbou prowadził 9:16. Po powrocie na boisko Le Roux po raz kolejny przestrzelił zagrywkę, a dodatkowo Le Goff nadział się na blok Genga. Co więcej, Ngapeth spudłował z drugiej linii (12:17). Chińczycy zdołali jeszcze zatrzymać potrójnym blokiem Rouziera (13:20). Ngapeth pod koniec seta zaprezentował swoje firmowe zagranie, tj. hak, a potem ponownie uderzył z lewego skrzydła i zakończył seta delikatnym nabiciem na blok Chińczyków (13:25).

fot. fivb.org

Ngapeth kontynuował dobrą passę z poprzedniego seta i pewnie zaatakował na prawym skrzydle. Rouzier trafił po prostej, ale chwilę później spudłował w ataku po przekątnej (2:2). Kévin Tillie udanie zbił w trzeci metr, jednak był bez szans w obronie po uderzeniu Genga (4:4). Earvin Ngapeth zaskoczył Chińczyków lobem nad blokiem, a Le Roux zbił obok rąk Rao (6:7). Na pierwszej przerwie technicznej Team Yavbou prowadził dwoma punktami. Tillie bez problemu atakował obok chińskiego bloku, a rywale dodatkowo popełniali błędy w ofensywie (7:10). Geng pewnie uderzył ze środka – identycznym zagraniem odpowiedział Le Goff. Rouzier po raz kolejny zepsuł zagrywkę (10:11). Na szczęście Kévin Tillie doskonałymi zbiciami ze skrzydła pokazywał, że jest w dobrej formie. Dwa bloki Le Goffa sprawiły, że Team Yavbou prowadził 10:14. Zawodnicy Państwa Środka powstrzymali Ngapetha, a następnie Le Goffa. Nie byli jednak bezbłędni, dzięki czemu Francuzi na drugą przerwę techniczną schodzili, prowadząc 13:16. Chińczycy nie zamierzali się jednak poddawać i ponownie zablokowali Ngapetha, a kolejne dwa potężne ataki siatkarzy z Azji wystarczyły, aby dogonili oni „Trójkolorowych” (17:17). Tillie wziął ciężar gry na siebie, ale jego wysiłki poszły na marne, bowiem zagrywkę popsuł zarówno Ngapeth, jak i Le Roux, a dodatkowo Zhong zapunktował na pustej siatce (20:19). Zhang po raz kolejny poradził sobie z blokiem Toniuttiego, ale znakomity atak Ngapetha sprawił, że na tablicy wyników wciąż widniał remis (22:22). Chińczycy postawili na blok i opłaciło im się – w samej końcówce powstrzymali Rouziera i Ngapetha i wygrali 25:22.

fot. fivb.org

Trzeci set nieźle otworzyli Chińczycy, którzy prowadzili 2:1 po zepsutej zagrywce Ngapetha. Rouzier tym razem przebił się przez blok rywali, a dodatkowo Ngapeth popisał się znakomitym pipem (2:3). Obie strony myliły się w polu serwisowym. Dwoma skutecznymi atakami z rzędu popisał się Nico Le Goff, a Zhang uderzył bezpośrednio w aut. Sprytnie piłkę o blok oparł Earvin Ngapeth i tym samym sprawił, że „Trójkolorowi” schodzili na pierwszą przerwę techniczną, prowadząc 5:8. Po powrocie na boisko Le Goff popsuł zagrywkę, lecz na szczęście Kévin Le Roux zaatakował po palcach Rao i Les Bleus nadal mieli trzy punkty przewagi. Chińczycy postanowili grać częściej środkiem, co przynosiło oczekiwany rezultat (8:10). Podopieczni trenera Tillie dwukrotnie obili ręce przeciwników i tym samym zmusili trenera Zhanga do przerwania gry (8:12). Pomyłki Rouziera i Tillie sprawiły, że Chińczycy sukcesywnie odrabiali straty do mistrzów Europy, a następnie objęli prowadzenie po bloku Yuana na Ngapethcie (15:14). Kolejny blok na Ngapethcie przelał czarę goryczy – na boisku pojawił się Nicolas Maréchal, który od razu zdobył punkt atakiem (17:17). Siatkarze z Azji mylili się w polu zagrywki, ale nadrabiali świetną postawą swoich środkowych. Antonin Rouzier potężnie uderzył po przekątnej, a następnie posłał asa serwisowego i wyprowadził Team Yavbou na prowadzenie (19:21). Kolejny punkt dołożył Tillie. Chińczycy po raz kolejny udowodnili, że dziś są o wiele lepiej dysponowani w bloku od Francuzów i dwukrotnie powstrzymali Rouziera (23:23). Zawodnicy z Państwa Środka wpadli w siatkę, a następnie Rao wyrzucił piłkę poza boisko i tym samym Team Yavbou zwyciężył 23:25.

fot. fivb.org

Czwartą partię „Trójkolorowi” rozpoczęli z Maréchalem na przyjęciu. Chińczycy błyskawicznie objęli prowadzenie 4:1 po błędzie Le Roux w polu zagrywki i nieskutecznych atakach Le Goffa i Tillie. Laurent Tillie nie zwlekał i poprosił o przerwę. Po powroie na boisko Kévin Tillie udanie zbił po przekątnej. Widowiskowym atakiem po bloku popisał się Ben Toniutti. Tillie nie zamierzał zwalniać ręki, dzięki czemu Francja wyrównała, a po pewnej krótkiej Nico Le Goffa objęła prowadzenie 4:5. Co więcej, Tillie zatrzymał Yuana i tym samym o czas poprosił trener Zhang. Les Bleus na pierwszej przerwie technicznej prowadzili 6:8 po potężnym ataku Maréchala w drugi metr. Niestety, Chińczycy bardzo szybko doprowadzili do remisu (8:8). Wtedy przypomniał o sobie Rouzier, a Kévin Le Roux zaskoczył rywali plasem w środek boiska. Rywale ponownie odrobili straty dzięki Zhangowi (11:11). Le Roux po raz kolejny pomylił się w polu zagrywki, a Maréchal nie zdołał odebrać serwisu Rao. Kévin Tillie i Antonin Rouzier nadal ciągnęli grę „Trójkolorowych”, lecz na drugiej przerwie technicznej po niecelnym ataku Le Goffa dwa punkty zapasu miały Chiny, które przez dłuższy czas utrzymywały się na prowadzeniu. Francuzi psuli zagrywki, ale na szczęście wspaniale w ataku radził sobie Kévin Tillie. Dwa niezwykle ważne punkty zdobył Antonin Rouzier, dzięki meczu Team Yavbou dogonił przeciwników (20:20). W samej końcówce na parkiecie pojawił się Pierre Pujol, który powstrzymał blokiem Jiao (21:22). Ostatnie słowo w tym spotkaniu należało do Nicolasa Maréchala, który najpierw popisał się cudowną obroną, a później zdobył punkt blokiem (21:25).


28.05.2016 | Chiny – Francja 1:3 (13:25, 25:22, 23:25, 21:25)

Francja: Rouzier (22), Toniutti (1), Tillie (19), Ngapeth (15), Le Roux (8), Le Goff (8), Grebennikov (L) + Pujol (1) i Maréchal (3)

0 komentarze to “Chiński mur ukruszony. Francuzi zwyciężają w pierwszym meczu w Tokio”

Prześlij komentarz